środa, 23 grudnia 2015

"Spacer po wspomnieniach"





Okres świąt Bożego Narodzenia zawsze skłania mnie do refleksji i wspomnień związanych
 z ważnymi dla mnie momentami w życiu. Jutro odbędzie się wigilia, więc w domu od rana panuje nerwowa atmosfera.
 Mama martwi się, że nie zdąży przyrządzić karpia, tata tłucze kolejną bombkę podczas ozdabiania świątecznego
 drzewka, brat przyjechał z Krakowa, więc co chwilę denerwuje się, że nie może znaleźć swoich rzeczy, a siostra zaszyta
 w pokoju jak zwykle jest w swoim świecie.Co roku w przeddzień wigilii odwiedza mnie mój dobry
 przyjaciel, z którym wspólnie pieczemy migdałowe ciasteczka, słuchając dobrze nam znanych, świątecznych piosenek.
 Gdy słyszę dzwonek do drzwi, zrywam się i biegnę otworzyć. Widzę tak dobrze mi znaną i przyjazną twarz, od razu wiem,
 że ten dzień będzie udany.
- Dziś urozmaicimy nasz dzień "spacerem po wspomnieniach", więc zakładaj coś ciepłego i wyruszamy.
Jestem mile zaskoczona, ponieważ uwielbiam zimowe spacery. Ubieram się szybko, nalewam do dwóch termosów
 herbatę z cytryną i z miodem i już jestem gotowa.
- To gdzie mnie najpierw zabierasz?
- Myślę, że zaczniemy od początku, czyli od miejsca, w którym poznaliśmy się, kiedy byliśmy dziećmi i bawiliśmy się w piaskownicy.
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Dziadek zabierał mnie do Parku Jordanowskiego gdy tylko mieliśmy
 chwilę wolnego czasu. Pewnego dnia, budując domki z piasku, przyłączył się do mnie miły, o blond
 włosach chłopczyk wyraźnie zainteresowany moją pracą. Zaproponował nową zabawę, której nigdy wcześniej
 nie znałam. Bawiliśmy się znakomicie, nie rozumiałam, dlaczego dziadek nie był zadowolony, gdy podbiegłam
 do niego z buzią pełną piasku. Teraz nie dziwi mnie jego reakcja.
- Nie sądziłam, że ten dzień będzie początkiem naszej przyjaźni.
- A ja wręcz przeciwnie. Nikt oprócz Ciebie nie chciał się ze mną bawić w zjadacza piasku.
Oboje wybuchliśmy śmiechem i teraz przyszła kolej na moje miejsce wspomnień. Wybrałam nasz krośnieński rynek,
 ponieważ zawsze karmiliśmy razem gołębie obwarzankami z miejscowej piekarni. Ptaki przylatywały do nas,
siadały nam na głowach, ramionach i rękach, a my śmialiśmy się, jak to dzieci.
- Mam w swoim albumie zdjęcie naszej dwójki na rynku w tłumie gołębi. Ja mam nietęgą minę, ponieważ
 w chwili robienia zdjęcia, gołąb udekorował mi głowę niemiłą niespodzianką, 
natomiast ty masz bardzo dobry humor z tego powodu.
-Ach, pamiętam to! Cały dzień śmiałem się z twojej nowej ozdoby. To był bardzo zabawny dzień.
-Zgadzam się. Zawsze, gdy patrzę na to zdjęcie, to uśmiech sam pojawia mi się na twarzy.
- A pamiętasz pana Jana z naszej huty w Krośnie?
- Oczywiście! Co roku pozwalał nam dekorować świąteczne bombki choinkowe.
 - Rozmawiałem z nim ostatnio i zapraszał nas do siebie, abyśmy udekorowali bańki tak, jak za dawnych lat.
To był cudowny czas. Podczas odwiedzin pana Jana znów poczułam się jakbym była małą dziewczynką. Ozdobiliśmy
 dwie bombki, a pan Janek opowiadał nam jak w Krośnie wyrabiają te szklane cuda. Mam nadzieję, że tato nie potłucze
 ich podczas wieszania. Robiło się coraz później, więc niestety musieliśmy się zbierać. Z dumą pakowaliśmy nasze
 bańki do pudełek, a wychodząc, pan Jan posłał nam ciepły i życzliwy uśmiech.
- Wstąpmy, proszę, jeszcze do kościoła, chciałabym popatrzeć na szopkę bożonarodzeniową.
Weszliśmy do kościoła kapucynów. Uwielbiam patrzeć na tę świąteczną animację tańczących i śpiewających pastuszków 
nad małym Jezusem. Widząc zafascynowane dzieci, przypominam sobie, jak to ja kiedyś musiałam być siłą odciągana
 przez rodziców od szopki, ponieważ nie mogłam się napatrzeć na to wszystko.
- Pięknie tu jest, ale niestety musimy już wracać. Twoi rodzice będą się niepokoić a w dodatku nie upiekliśmy naszych ciasteczek.
Tego wieczoru ulice naszego miasta wyglądały jak z bajki. Śnieg przykrył drzewa, w oknach odbijały się światełka
 choinkowe a pod nogami skrzypiał mróz. Gdy weszliśmy do domu, cały poranny zgiełk minął i zastąpiła go przyjemna cisza 
pomieszana ze strzelającym drewnem w kominku. Rodzice z siostrą oraz z bratem siedzieli w salonie, popijając zimową 
herbatę. My ruszyliśmy do kuchni, aby upiec nasze ulubione ciasteczka. Włączyliśmy przyjemną, świąteczną 
muzykę i zaczęliśmy mieszać wszystkie potrzebne składniki. Migdałowy zapach uniósł się w całym domu, a mama
 sięgnęła po aparat, aby uwiecznić nasze kolejne, wspólne wspomnienie.





Karolina

1 komentarz :