piątek, 28 października 2016

PUMPKIN PIE




Kiedy rozpoczyna się jesień nie wyobrażam sobie by nie spróbować
 upiec ciasta pełnego aromatycznych przypraw oraz mojej ukochanej dyni
W końcu udało mi się tak dobrać składniki, by końcowy efekt w pełni mnie zadowolił.
 Jestem pewna, że jesienne wieczory staną się o wiele przyjemniejsze przy dobrej tarcie i ciepłej herbacie :) 



SKŁADNIKI

  Spód tarty
* jak zwykle z tego samego przepisu (kruche ciasto)


Nadzienie
* puree z dyni (2 i 1/2 szklanki)
* mleko skondensowane (1 puszka-530 g)
* 3 jajka
* mąka ziemniaczana (2 łyżki)
* cynamon (1 i 1/2 łyżeczki)
* imbir (1/4 łyżeczki)
* zmielone goździki (1/4 łyżeczki)
* zmielona gałka muszkatołowa (1/4 łyżeczki)
* szczypta soli

Krem
* serek philadelphia (300 g)
* masło (60 g)
* cukier puder (1 szklanka)
* kilka kropel ekstraktu rumowego i waniliowego
* cynamon do posypania


WYKONANIE

1. Przygotować ciasto na spód i włożyć do lodówki na ok 30 minut.
2. Spód podpiec w 200 stopniach przez 15 minut, aż się zarumieni.
3. W dużej misce zmiksować wszystkie składniki na nadzienie.
4. Na podpieczony spód wylać nadzienie i piec z początku przez 10 minut w 200 stopniach, następnie zmniejszyć do 180 i piec przez ok 30 minut.
5. W tym czasie w mniejszej misce umieśćić cukier puder, miękkie masło i ekstrakt. Utrzeć do puszystej masy i powoli dodawać serek, cały czas mieszając.
6. Upieczone ciasto całkowicie wystudzić by nałożyć krem i posypać całość cynamonem.
7. Tartę najlepiej trzymać w lodówce.

SMACZNEGO!




Karolina


sobota, 11 czerwca 2016

TARTA Z TRUSKAWKAMI I LIMONKĄ


Od jakiegoś czasu na każdym kroku można spotkać się z kilkunastosekundowymi filmikami z przepisami na różne słodkości. 
W końcu i ja dałam się skusić i wypróbowałam jeden z nich. Muszę przyznać, że efekt wyszedł zaskakujący!
 Lekka tarta z moimi ukochanymi truskawkami powoli kradnie moje serducho.
 Truskawki, limonka, biała czekolada- lepiej być nie może :) 
W sam raz na zbliżające się wielkimi krokami lato! Życzę smacznego :)


SKŁADNIKI :

* Serek mascarpone (250 g)
* Śmietana 30% (60 ml)
* Cukier puder (60 g)
* Starta skórka z połowy limonki

+

* Duża garść truskawek
* Biała czekolada (20 g)


PRZYGOTOWANIE :

1. Przygotować i upiec spód do tarty (przepis można znaleźć tutaj: kruche ciasto)
2. Do miski włożyć wszystkie składniki na krem i połączyć za pomocą miksera. Schłodzić w lodówce.
3. Na ostudzony spód wyłożyć krem. 
4. Na wierzchu poukładać pokrojone w plasterki truskawki.
5. Całość posypać startą białą czekoladą.

GOTOWE! 







Karolina

niedziela, 13 marca 2016

WIOSNA NA TALERZU




Tym razem coś zupełnie innego czyli propozycja na prosty, smakowity i pełen kolorów lunch!
 Przepis znalazłam na jednej ze stron internetowych ale uznałam, że warto podesłać moim czytelnikom aby poznali i sami
 przekonali się o bogactwie smaków i kolorów tej sałatki bo o niej dziś jest mowa. 
W takim razie życzę smacznego i niech na talerzach zawitają wiosenne kolory :)


SKŁADNIKI:

* kasza jaglana (1/4 szklanki)
* garść rukoli 
* awokado
* czerwona papryka
* pomidorki koktajlowe (200 g)
* 2 ząbki czosnku
* jajko
* pieprz, sól, oliwa, sok z cytryny
  
PRZYGOTOWANIE


1. Wsypać kaszę do rondla i prażyć przez ok. 3 minuty, co chwilę mieszając. Wlać pół szklanki wody, 
posolić, dodać pieprz, łyżkę oliwy i przykryć. Gotować przez ok. 10 minut do miękkości.

2. Po ostudzeniu kaszy, wymieszać z rukolą i przełożyć na talerz.

3. Pokroić w kostkę paprykę oraz awokado (dodatkowo skropić sokiem z cytryny)

4. Na patelnie wlać oliwę i wyciśnięty czosnek, następnie dodać przekrojone na pół pomidorki koktajlowe 
i mieszać przez ok. 5 minut, pilnować by skórka z pomidorków nie odeszła.

5. Paprykę, awokado i pomidorki dodać do kaszy z rukolą, polać oliwą.

6. Na koniec przygotować jajko sadzone i umieścić na samym wierzchu sałatki.

GOTOWE






Karolina

środa, 23 grudnia 2015

"Spacer po wspomnieniach"





Okres świąt Bożego Narodzenia zawsze skłania mnie do refleksji i wspomnień związanych
 z ważnymi dla mnie momentami w życiu. Jutro odbędzie się wigilia, więc w domu od rana panuje nerwowa atmosfera.
 Mama martwi się, że nie zdąży przyrządzić karpia, tata tłucze kolejną bombkę podczas ozdabiania świątecznego
 drzewka, brat przyjechał z Krakowa, więc co chwilę denerwuje się, że nie może znaleźć swoich rzeczy, a siostra zaszyta
 w pokoju jak zwykle jest w swoim świecie.Co roku w przeddzień wigilii odwiedza mnie mój dobry
 przyjaciel, z którym wspólnie pieczemy migdałowe ciasteczka, słuchając dobrze nam znanych, świątecznych piosenek.
 Gdy słyszę dzwonek do drzwi, zrywam się i biegnę otworzyć. Widzę tak dobrze mi znaną i przyjazną twarz, od razu wiem,
 że ten dzień będzie udany.
- Dziś urozmaicimy nasz dzień "spacerem po wspomnieniach", więc zakładaj coś ciepłego i wyruszamy.
Jestem mile zaskoczona, ponieważ uwielbiam zimowe spacery. Ubieram się szybko, nalewam do dwóch termosów
 herbatę z cytryną i z miodem i już jestem gotowa.
- To gdzie mnie najpierw zabierasz?
- Myślę, że zaczniemy od początku, czyli od miejsca, w którym poznaliśmy się, kiedy byliśmy dziećmi i bawiliśmy się w piaskownicy.
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Dziadek zabierał mnie do Parku Jordanowskiego gdy tylko mieliśmy
 chwilę wolnego czasu. Pewnego dnia, budując domki z piasku, przyłączył się do mnie miły, o blond
 włosach chłopczyk wyraźnie zainteresowany moją pracą. Zaproponował nową zabawę, której nigdy wcześniej
 nie znałam. Bawiliśmy się znakomicie, nie rozumiałam, dlaczego dziadek nie był zadowolony, gdy podbiegłam
 do niego z buzią pełną piasku. Teraz nie dziwi mnie jego reakcja.
- Nie sądziłam, że ten dzień będzie początkiem naszej przyjaźni.
- A ja wręcz przeciwnie. Nikt oprócz Ciebie nie chciał się ze mną bawić w zjadacza piasku.
Oboje wybuchliśmy śmiechem i teraz przyszła kolej na moje miejsce wspomnień. Wybrałam nasz krośnieński rynek,
 ponieważ zawsze karmiliśmy razem gołębie obwarzankami z miejscowej piekarni. Ptaki przylatywały do nas,
siadały nam na głowach, ramionach i rękach, a my śmialiśmy się, jak to dzieci.
- Mam w swoim albumie zdjęcie naszej dwójki na rynku w tłumie gołębi. Ja mam nietęgą minę, ponieważ
 w chwili robienia zdjęcia, gołąb udekorował mi głowę niemiłą niespodzianką, 
natomiast ty masz bardzo dobry humor z tego powodu.
-Ach, pamiętam to! Cały dzień śmiałem się z twojej nowej ozdoby. To był bardzo zabawny dzień.
-Zgadzam się. Zawsze, gdy patrzę na to zdjęcie, to uśmiech sam pojawia mi się na twarzy.
- A pamiętasz pana Jana z naszej huty w Krośnie?
- Oczywiście! Co roku pozwalał nam dekorować świąteczne bombki choinkowe.
 - Rozmawiałem z nim ostatnio i zapraszał nas do siebie, abyśmy udekorowali bańki tak, jak za dawnych lat.
To był cudowny czas. Podczas odwiedzin pana Jana znów poczułam się jakbym była małą dziewczynką. Ozdobiliśmy
 dwie bombki, a pan Janek opowiadał nam jak w Krośnie wyrabiają te szklane cuda. Mam nadzieję, że tato nie potłucze
 ich podczas wieszania. Robiło się coraz później, więc niestety musieliśmy się zbierać. Z dumą pakowaliśmy nasze
 bańki do pudełek, a wychodząc, pan Jan posłał nam ciepły i życzliwy uśmiech.
- Wstąpmy, proszę, jeszcze do kościoła, chciałabym popatrzeć na szopkę bożonarodzeniową.
Weszliśmy do kościoła kapucynów. Uwielbiam patrzeć na tę świąteczną animację tańczących i śpiewających pastuszków 
nad małym Jezusem. Widząc zafascynowane dzieci, przypominam sobie, jak to ja kiedyś musiałam być siłą odciągana
 przez rodziców od szopki, ponieważ nie mogłam się napatrzeć na to wszystko.
- Pięknie tu jest, ale niestety musimy już wracać. Twoi rodzice będą się niepokoić a w dodatku nie upiekliśmy naszych ciasteczek.
Tego wieczoru ulice naszego miasta wyglądały jak z bajki. Śnieg przykrył drzewa, w oknach odbijały się światełka
 choinkowe a pod nogami skrzypiał mróz. Gdy weszliśmy do domu, cały poranny zgiełk minął i zastąpiła go przyjemna cisza 
pomieszana ze strzelającym drewnem w kominku. Rodzice z siostrą oraz z bratem siedzieli w salonie, popijając zimową 
herbatę. My ruszyliśmy do kuchni, aby upiec nasze ulubione ciasteczka. Włączyliśmy przyjemną, świąteczną 
muzykę i zaczęliśmy mieszać wszystkie potrzebne składniki. Migdałowy zapach uniósł się w całym domu, a mama
 sięgnęła po aparat, aby uwiecznić nasze kolejne, wspólne wspomnienie.





Karolina

niedziela, 22 listopada 2015

CIASTO W 5 MINUT



Nie zawsze mamy czas na to, aby przygotować ciasto, choć mamy wielką ochotę na coś słodkiego. W takim momencie
 przychodzi z pomocą przepis, dzięki któremu "upieczemy" ciacho w kilka minut! 
To wszystko możliwe jest dzięki mikrofali oraz odpowiedniemu przepisowi. 
Wilgotne i pełne czekolady, która wypływa po włożeniu łyżeczki! 
Świetnie nada się na niezapowiedzianą wizytę przyjaciół :)
Więc jeśli ktoś ma ochotę na odrobinę przyjemności w 5 minut to koniecznie musi wypróbować ten przepis!


SKŁADNIKI:

* masło (3 łyżki)
* cukier (1/4 szklanki)
* jajko
* mleko (1/4 szklanki)
* mąka (1/2 szklanki)
* kakao (2 łyżki)
* proszek do pieczenia (pół łyżeczki)
* kilka kropel ekstraktu waniliowego


WYKONANIE:


1. Masło rozpuścić. W dużej misce połączyć mikserem z cukrem, jajkiem, mlekiem oraz ekstraktem waniliowym.
2. Dodać wszystkie sypkie składniki i dokładnie zmiksować przez ok.2 minuty.
3. Masę przelać do miseczki- zapełnić 3/4 naczynia.
4. Włożyć do mikrofali na 3 minuty i gotowe! 







SMACZNEGO


Karolina

sobota, 31 października 2015

"19 razy Katherine"- tradycja czy prawdziwa miłość?




Kolejna recenzja książki, którą warto przeczytać, chociażby dla zrozumienia pojęcia "miłość, która rani". 
Idealna na jesienne wieczory!

***

Autorem książki jest znakomity pisarz John Green, autor takich bestsellerów jak "Gwiazd naszych wina"
 czy "Papierowe miasta". "19 razy Katherine" jest uznawana za najbardziej Greenową książkę w jego karierze. 
Początek historii przedstawia nam głównego bohatera- Colina, chłopaka załamanego 
po rozstaniu ze swoją dziewiętnastą ukochaną o imieniu Katherine. Ktoś może pomyśleć,
 że to absurd ale tak właśnie jest. Colin dziwnym trafem zakochuje się w dziewczynach
 tylko i wyłącznie o takim imieniu. Młody chłopak przedstawia swoje dziewczyny 
dzięki skrótom takim jak na przykład: K15, K2, K7 i tak do ostatniej K19, która doszczętnie złamała 
Colinowi serce. Chłopak był w niej szaleńcze zakochany, 
twierdził, że była to największa miłość jego życia.
 Miał tylko nadzieję, że usłyszy pukanie do drzwi,
 a w nich ukaże się dziewiętnasta Katherine. Tak niestety się nie działo, więc postanowił wraz ze
 swoim przyjacielem Hassanem odbyć swoją pierwszą, prawdziwą przygodę życia.
 Colin zawsze był ułożonym i mądrym dzieciakiem, więc nigdy nie przyszło
 mu do głowy aby zrobić coś szalonego, twierdził,
 że nie jest mu to potrzebne. Hassan towarzyszy swojemu przyjacielowi na
 każdym kroku. Za każdym razem pomaga mu pozbierać się po stracie kolejnej Katherine,
 lecz nie może już więcej patrzeć jak Colin cierpi. Tak oto przemierzają Stany, lecz w ich podróży nie
 towarzyszy im żadna K.
 W końcu trafiają do miasteczka Gutshot,
gdzie poznają przemiłą Hollis- właścicielkę fabryki sznurków do tamponów, jej uroczą córkę
 Lindsey (jest piękna i zabawna, lecz niestety nie ma na imię Katherine)
 oraz mieszkańców tego ciekawego miasteczka. Hassan poznaje swoją pierwszą miłość, a Colin przez cały pobyt
 w Gutshot testuje, ulepsza i analizuje swój
 Teoremat, który ma mu pomóc zrozumieć dlaczego to on jest zawsze 
porzucanym przez porzucające go dziewczyny- Katheriny. Każdy dzień w Gutshot przynosi dwóm
 przyjaciołom wiele nowych przygód oraz lekcji życiowych. Po tej przygodzie ich życie już nigdy nie
 będzie takie samo. A może ta pierwsza szalona
 wyprawa stanie się najlepszą rzeczą jaka spotkała Colina?
 Koniecznie musicie sami się o tym dowiedzieć! 



Karolina


czwartek, 24 września 2015

CINNAMON - CINNABON




To chyba moje najukochańsze słodkości cynamonowe!
 Pełne aromatu i niepowtarzalnego smaku- zachwyt gwarantowany! 
Próbowałam robić wiele razy słynne cynamonowe bułeczki jak z Cinnabon lecz dopiero
 po czwartej próbie udało mi się uzyskać powalający efekt. To wszystko dzięki 
przepisowi od http://sweetcorner8.blogspot.com/2015/01/bueczki-cynamonowe-la-cinnabon.html dziękuję z całego serducha!!! 
Przyjaciele i ja szalejemy za nimi i myślę, że Ty również pokochasz je od pierwszego kęsa =) 
W linku jest podany przepis od pomysłodawczyni, a ja podzielę się 
zdjęciami zrobionych przeze mnie bułeczek =) MNIAM !









    



Karolina


sobota, 22 sierpnia 2015

BORÓWKOWO - MALINOWO - PYSZNIE!


Kolejny przepis z malinami i borówkami w roli głównej! A może tym razem wygra masa z serka mascarpone? Każdy musi ocenić sam! =)
 Uwielbiam ten DESER, jest bardzo delikatny i słodki, coś dla prawdziwych smakoszy. Wykonanie jest dziecinnie proste
 więc jeśli masz wolne popołudnie, urozmaić je sobie robiąc coś pysznego!




SKŁADNIKI (na 4 porcje) :

* serek mascarpone (500 gr)
* 2 białka
* 3 żółtka
* cukier (6 łyżek)
* kilka kropli esencji waniliowej

garść malin i borówek




JAK ZROBIĆ:

1. Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę.

2. Żółtka ucieramy z cukrem i dodajemy do nich serek mascarpone.

3. Dodajemy białka i wszystko delikatnie mieszamy.

4. Dodajemy kilka kropel esencji waniliowej.


5. Borówki wsypuję do pojemnika i blenderem je miksuję.

6. Szklanki wypełniam masą z serka mascarpone a następnie zmiksowane borówki.
 Na wierzchu układam maliny.

7. Szklanki wkładam do lodówki na ok. godzinę.

GOTOWE =)








ŻYCZĘ SMACZNEGO

  




Karolina

piątek, 14 sierpnia 2015

"Ludzie, których kochamy, ranią nas najbardziej."



Tak bardzo chciałabym móc zamknąć oczy i nie ujrzeć Twojej twarzy..
Pamiętam nasze pierwsze spotkanie tak, jakby to było wczoraj. Zobaczyliśmy się na korytarzu w szkole. 
Wysoki, zielonooki, wyraźnie czymś rozbawiony chłopak a z drugiej strony ja, zwykła szara dziewczyna, bez znaków szczególnych.
 Włosy jak zawsze spięte w kok a na nosie duże okulary. Nie widywałam Cię wcześniej na przerwach, może dlatego, że rzadko wychodziłam z klasy.. Podszedłeś do mnie tak, jakbyśmy się znali od lat. Podałeś mi swoją dłoń, uśmiechnąłeś i popatrzyłeś na mnie swoimi dużymi oczami. 
Twój uśmiech od razu stał się moim ulubionym uśmiechem. Nie wiedziałam gdzie mam skierować wzrok, czułam, że napełnia
 mi czerwienią lica a Ty wciąż patrzyłeś na mnie bez słowa. W końcu się odezwałeś, nareszcie!
- już od dawna chciałem do Ciebie podejść, ale nigdy nie miałem dość odwagi by to zrobić.. 
Jesteś dla mnie bardzo zagadkową dziewczyną, nie pragniesz być w centrum uwagi i właśnie dlatego moją 
uwagę przykułaś od razu. Dowiedziałem się od ludzi z Twojej klasy jak masz na imię więc nie musisz mi się przedstawiać.
- to może Ty mi powiesz jak się nazywasz? Ja o Tobie niczego nie wiem a widzę, że Ty o mnie całkiem sporo.
- mam na imię Adrian, jeżeli chcesz dowiedzieć się o mnie więcej to będziesz miała okazję dziś wieczorem
 ponieważ słyszałem, że wybieramy się razem do kina!
- trochę słaby tekst jak na zaproszenie dopiero co poznanej dziewczyny no ale dobrze, możemy się spotkać.
Dopiero po chwili doszło do mnie, że zgodziłam się na tak zaskakującą propozycję od chłopaka, którego poznałam 5 minut temu..
W kinie było cudownie, wybrałeś film, który idealnie wpasował się w mój gust, tak jakbyś dobrze wiedział co mi się spodoba. 
Ani przez chwilę nie żałowałam tego, że zgodziłam się na to spotkanie. Gdy wyszliśmy z kina zaczął padać śnieg, wyglądaliśmy 
jak dwa duże śnieżne potwory. Trochę zmarzliśmy więc zaprosiłam Cię do mnie do domu na ciepłą herbatę. 
Długo rozmawialiśmy a moja mama gdy tylko cię zobaczyła, od razu była Tobą oczarowana. Dominika przyprowadziła jakiegoś 
chłopaka do domu, no niemożliwe! Od tego spotkania zaczęliśmy spędzać ze sobą każdą wolną chwilę, nigdy nie brakowało
 nam tematów do rozmów i żartów. Zacząłeś prawić mi komplementy, trochę jak z jakiegoś filmu ale podobało mi się to.
 Czułam się jak główna bohaterka komedii romantycznej, lecz wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to wcale nie jest ten gatunek filmu..
Sporadyczne spotkania dwójki znajomych przerodziły się w przyjacielskie spędzanie czasu, aż w końcu skończyło się 
na randkach zakochanej pary. Mama martwiła się, że zapomnę o nauce do matury, lecz ja byłam tak bardzo zakochana
 i szczęśliwa, nie w głowie mi była nauka! W końcu znalazłam kogoś, kto pokochał mnie za to kim jestem,
 a czas spędzony przy Tobie był najlepszym czasem w moim życiu.
Sprawiałeś, że każde nasze spotkanie było wyjątkowe i niezapomniane. Starałeś się się aby niczego mi nie brakowało,
 czułam, że ja nie potrafię tak o Ciebie dbać, i nie zasługuję na to wszystko. Tylko jeszcze nie wiedziałam, że szczęście
 jest tak ulotne a dobre chwile odchodzą w zapomnienie..
Z początku Twoje napady złości i agresji tłumaczyłam sobie zmęczeniem lub moim prowokowaniem.
 Kilka razy usłyszałam od Ciebie, że tylko działam Ci na nerwy, przeszkadzam i co złe to przeze mnie. Z czasem sama zaczęłam sobie to wmawiać. Wyzywałeś mnie gdy tylko coś nie poszło po Twojej myśli, a ja pozwalałam się tak krzywdzić ponieważ Cię kochałam.
 Ślepa i toksyczna miłość to coś najgorszego, co może spotkać człowieka tak uzależnionego od drugiej osoby..
 Ciągłe awantury doprowadziły do tego, że przestałam być sobą. Zaczęłam bać się mówić czegoś, co sprawiało mi ból 
w obawie, że wpadniesz w furię. Po każdej kolejnej sprzeczce obiecywałeś, że się zmienisz ale ja powoli traciłam nadzieję,
 że będzie jeszcze tak cudownie jak na samym początku. Powoli miałam dość tego ciągłego strachu,
 powiedziałam Ci o tym lecz usłyszałam kolejne gorzkie słowa..
Z jednej strony chciałam to wszystko zakończyć ale nie wyobrażałam sobie życie bez Ciebie.
Dopiero ten wyjątkowy dzień, sprawił, że coś we mnie pękło.. Wylądowałam w szpitalu z powodu mocnego upadku ze schodów.
 To Ty mnie zepchnąłeś podczas kolejnej awantury. Kolejnej a zarazem ostatniej..
 Nawet nie odwiedziłeś mnie gdy leżałam na szpitalnym łóżku. Zero wiadomości, telefonów, pukania do drzwi.
Rozległe siniaki przypominają mi jeszcze o tym wszystkim co mi zrobiłeś. W tym momencie nie potrafię określić 
swojej osobowości, po prostu jej nie ma. Zabrałeś ją ze sobą i teraz muszę od początku odnaleźć samą siebie. 
Już nigdy nic nie będzie wyglądało tak samo, od tamtego dnia nie zobaczyłam Cię więcej. Tylko w snach czasem mnie
 jeszcze odwiedzisz i pokazujesz swój uśmiech, który tak kochałam.
 Tak bardzo chciałabym móc zamknąć oczy i nie ujrzeć Twojej twarzy.. 






Karolina

sobota, 18 lipca 2015

"BIAŁA" TARTA Z BORÓWKAMI I MALINAMI



"Dopóki jest ciasto jest nadzieja, 
a ciasto jest zawsze"

***
Słońce świeci co raz to mocniej i sprawia, że z podwójną siłą uwielbiam lato. Gdy na straganach widzę letnie owoce, od razu je kupuję i wykorzystuję do ciast! Obowiązkowo muszę się podzielić przepisem na wspaniałą tartę z borówkami i malinami =) Idealnie nada się na ciepłe popołudnie spędzone w miłym towarzystwie- osobiście sprawdziłam!
A oto przepis =)



CIASTO
* mąka pszenna (150 g)
* masło lub margaryna (120 g)
* cukier puder (20 g)
* jedno żółtko
* łyżka wody (opcjonalnie)


BIAŁY KREM
* serek mascarpone (250 g)
* biała czekolada (2 tabliczki)
* łyżeczka cukru pudru

+ DUŻA GARŚĆ MALIN I BORÓWEK








 

JAK ZROBIĆ :


1. Wszystkie składniki na ciasto umieszczamy na stolnicy i energicznym ruchem ugniatamy, aż powstanie jednolita masa. Jeśli ciasto jest kruche i się sypie, można dodać jeszcze jedną łyżkę wody, nawet dwie. Uformować w kulkę, zawinąć w sreberko i włożyć do lodówki na ok. 20 minut. 
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni.


2. Rozpuszczamy białą czekoladę w kąpieli wodnej*. Rozpuszczoną czekoladę łączymy z serkiem mascarpone, mieszamy aż do połączenia się składników. Dodajemy cukier puder i znów mieszamy.
Odstawiamy do lodówki.


3. Wyciągamy ciasto z lodówki, rozwałkowujemy do wielkości naszej formy na tartę. Formujemy ciasto i wkładamy do piekarnika na ok. 15 minut aż ciasto zacznie przybierać złocistego koloru. 
Po wyjęciu ciasta, czekamy aż ostygnie.


4. Wyciągamy krem z lodówki i nakładamy łopatką na ostudzone ciasto. 

5. Na wierzchu układamy borówki i maliny i GOTOWE!






SMACZNEGO =)


* kąpiel wodna- czekoladę umieszczamy w miseczce nad wrzącą wodą i czekamy, aż roztopi ją ciepło pary wodnej.



Karolina