środa, 23 grudnia 2015

"Spacer po wspomnieniach"





Okres świąt Bożego Narodzenia zawsze skłania mnie do refleksji i wspomnień związanych
 z ważnymi dla mnie momentami w życiu. Jutro odbędzie się wigilia, więc w domu od rana panuje nerwowa atmosfera.
 Mama martwi się, że nie zdąży przyrządzić karpia, tata tłucze kolejną bombkę podczas ozdabiania świątecznego
 drzewka, brat przyjechał z Krakowa, więc co chwilę denerwuje się, że nie może znaleźć swoich rzeczy, a siostra zaszyta
 w pokoju jak zwykle jest w swoim świecie.Co roku w przeddzień wigilii odwiedza mnie mój dobry
 przyjaciel, z którym wspólnie pieczemy migdałowe ciasteczka, słuchając dobrze nam znanych, świątecznych piosenek.
 Gdy słyszę dzwonek do drzwi, zrywam się i biegnę otworzyć. Widzę tak dobrze mi znaną i przyjazną twarz, od razu wiem,
 że ten dzień będzie udany.
- Dziś urozmaicimy nasz dzień "spacerem po wspomnieniach", więc zakładaj coś ciepłego i wyruszamy.
Jestem mile zaskoczona, ponieważ uwielbiam zimowe spacery. Ubieram się szybko, nalewam do dwóch termosów
 herbatę z cytryną i z miodem i już jestem gotowa.
- To gdzie mnie najpierw zabierasz?
- Myślę, że zaczniemy od początku, czyli od miejsca, w którym poznaliśmy się, kiedy byliśmy dziećmi i bawiliśmy się w piaskownicy.
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Dziadek zabierał mnie do Parku Jordanowskiego gdy tylko mieliśmy
 chwilę wolnego czasu. Pewnego dnia, budując domki z piasku, przyłączył się do mnie miły, o blond
 włosach chłopczyk wyraźnie zainteresowany moją pracą. Zaproponował nową zabawę, której nigdy wcześniej
 nie znałam. Bawiliśmy się znakomicie, nie rozumiałam, dlaczego dziadek nie był zadowolony, gdy podbiegłam
 do niego z buzią pełną piasku. Teraz nie dziwi mnie jego reakcja.
- Nie sądziłam, że ten dzień będzie początkiem naszej przyjaźni.
- A ja wręcz przeciwnie. Nikt oprócz Ciebie nie chciał się ze mną bawić w zjadacza piasku.
Oboje wybuchliśmy śmiechem i teraz przyszła kolej na moje miejsce wspomnień. Wybrałam nasz krośnieński rynek,
 ponieważ zawsze karmiliśmy razem gołębie obwarzankami z miejscowej piekarni. Ptaki przylatywały do nas,
siadały nam na głowach, ramionach i rękach, a my śmialiśmy się, jak to dzieci.
- Mam w swoim albumie zdjęcie naszej dwójki na rynku w tłumie gołębi. Ja mam nietęgą minę, ponieważ
 w chwili robienia zdjęcia, gołąb udekorował mi głowę niemiłą niespodzianką, 
natomiast ty masz bardzo dobry humor z tego powodu.
-Ach, pamiętam to! Cały dzień śmiałem się z twojej nowej ozdoby. To był bardzo zabawny dzień.
-Zgadzam się. Zawsze, gdy patrzę na to zdjęcie, to uśmiech sam pojawia mi się na twarzy.
- A pamiętasz pana Jana z naszej huty w Krośnie?
- Oczywiście! Co roku pozwalał nam dekorować świąteczne bombki choinkowe.
 - Rozmawiałem z nim ostatnio i zapraszał nas do siebie, abyśmy udekorowali bańki tak, jak za dawnych lat.
To był cudowny czas. Podczas odwiedzin pana Jana znów poczułam się jakbym była małą dziewczynką. Ozdobiliśmy
 dwie bombki, a pan Janek opowiadał nam jak w Krośnie wyrabiają te szklane cuda. Mam nadzieję, że tato nie potłucze
 ich podczas wieszania. Robiło się coraz później, więc niestety musieliśmy się zbierać. Z dumą pakowaliśmy nasze
 bańki do pudełek, a wychodząc, pan Jan posłał nam ciepły i życzliwy uśmiech.
- Wstąpmy, proszę, jeszcze do kościoła, chciałabym popatrzeć na szopkę bożonarodzeniową.
Weszliśmy do kościoła kapucynów. Uwielbiam patrzeć na tę świąteczną animację tańczących i śpiewających pastuszków 
nad małym Jezusem. Widząc zafascynowane dzieci, przypominam sobie, jak to ja kiedyś musiałam być siłą odciągana
 przez rodziców od szopki, ponieważ nie mogłam się napatrzeć na to wszystko.
- Pięknie tu jest, ale niestety musimy już wracać. Twoi rodzice będą się niepokoić a w dodatku nie upiekliśmy naszych ciasteczek.
Tego wieczoru ulice naszego miasta wyglądały jak z bajki. Śnieg przykrył drzewa, w oknach odbijały się światełka
 choinkowe a pod nogami skrzypiał mróz. Gdy weszliśmy do domu, cały poranny zgiełk minął i zastąpiła go przyjemna cisza 
pomieszana ze strzelającym drewnem w kominku. Rodzice z siostrą oraz z bratem siedzieli w salonie, popijając zimową 
herbatę. My ruszyliśmy do kuchni, aby upiec nasze ulubione ciasteczka. Włączyliśmy przyjemną, świąteczną 
muzykę i zaczęliśmy mieszać wszystkie potrzebne składniki. Migdałowy zapach uniósł się w całym domu, a mama
 sięgnęła po aparat, aby uwiecznić nasze kolejne, wspólne wspomnienie.





Karolina

niedziela, 22 listopada 2015

CIASTO W 5 MINUT



Nie zawsze mamy czas na to, aby przygotować ciasto, choć mamy wielką ochotę na coś słodkiego. W takim momencie
 przychodzi z pomocą przepis, dzięki któremu "upieczemy" ciacho w kilka minut! 
To wszystko możliwe jest dzięki mikrofali oraz odpowiedniemu przepisowi. 
Wilgotne i pełne czekolady, która wypływa po włożeniu łyżeczki! 
Świetnie nada się na niezapowiedzianą wizytę przyjaciół :)
Więc jeśli ktoś ma ochotę na odrobinę przyjemności w 5 minut to koniecznie musi wypróbować ten przepis!


SKŁADNIKI:

* masło (3 łyżki)
* cukier (1/4 szklanki)
* jajko
* mleko (1/4 szklanki)
* mąka (1/2 szklanki)
* kakao (2 łyżki)
* proszek do pieczenia (pół łyżeczki)
* kilka kropel ekstraktu waniliowego


WYKONANIE:


1. Masło rozpuścić. W dużej misce połączyć mikserem z cukrem, jajkiem, mlekiem oraz ekstraktem waniliowym.
2. Dodać wszystkie sypkie składniki i dokładnie zmiksować przez ok.2 minuty.
3. Masę przelać do miseczki- zapełnić 3/4 naczynia.
4. Włożyć do mikrofali na 3 minuty i gotowe! 







SMACZNEGO


Karolina

sobota, 31 października 2015

"19 razy Katherine"- tradycja czy prawdziwa miłość?




Kolejna recenzja książki, którą warto przeczytać, chociażby dla zrozumienia pojęcia "miłość, która rani". 
Idealna na jesienne wieczory!

***

Autorem książki jest znakomity pisarz John Green, autor takich bestsellerów jak "Gwiazd naszych wina"
 czy "Papierowe miasta". "19 razy Katherine" jest uznawana za najbardziej Greenową książkę w jego karierze. 
Początek historii przedstawia nam głównego bohatera- Colina, chłopaka załamanego 
po rozstaniu ze swoją dziewiętnastą ukochaną o imieniu Katherine. Ktoś może pomyśleć,
 że to absurd ale tak właśnie jest. Colin dziwnym trafem zakochuje się w dziewczynach
 tylko i wyłącznie o takim imieniu. Młody chłopak przedstawia swoje dziewczyny 
dzięki skrótom takim jak na przykład: K15, K2, K7 i tak do ostatniej K19, która doszczętnie złamała 
Colinowi serce. Chłopak był w niej szaleńcze zakochany, 
twierdził, że była to największa miłość jego życia.
 Miał tylko nadzieję, że usłyszy pukanie do drzwi,
 a w nich ukaże się dziewiętnasta Katherine. Tak niestety się nie działo, więc postanowił wraz ze
 swoim przyjacielem Hassanem odbyć swoją pierwszą, prawdziwą przygodę życia.
 Colin zawsze był ułożonym i mądrym dzieciakiem, więc nigdy nie przyszło
 mu do głowy aby zrobić coś szalonego, twierdził,
 że nie jest mu to potrzebne. Hassan towarzyszy swojemu przyjacielowi na
 każdym kroku. Za każdym razem pomaga mu pozbierać się po stracie kolejnej Katherine,
 lecz nie może już więcej patrzeć jak Colin cierpi. Tak oto przemierzają Stany, lecz w ich podróży nie
 towarzyszy im żadna K.
 W końcu trafiają do miasteczka Gutshot,
gdzie poznają przemiłą Hollis- właścicielkę fabryki sznurków do tamponów, jej uroczą córkę
 Lindsey (jest piękna i zabawna, lecz niestety nie ma na imię Katherine)
 oraz mieszkańców tego ciekawego miasteczka. Hassan poznaje swoją pierwszą miłość, a Colin przez cały pobyt
 w Gutshot testuje, ulepsza i analizuje swój
 Teoremat, który ma mu pomóc zrozumieć dlaczego to on jest zawsze 
porzucanym przez porzucające go dziewczyny- Katheriny. Każdy dzień w Gutshot przynosi dwóm
 przyjaciołom wiele nowych przygód oraz lekcji życiowych. Po tej przygodzie ich życie już nigdy nie
 będzie takie samo. A może ta pierwsza szalona
 wyprawa stanie się najlepszą rzeczą jaka spotkała Colina?
 Koniecznie musicie sami się o tym dowiedzieć! 



Karolina


czwartek, 24 września 2015

CINNAMON - CINNABON




To chyba moje najukochańsze słodkości cynamonowe!
 Pełne aromatu i niepowtarzalnego smaku- zachwyt gwarantowany! 
Próbowałam robić wiele razy słynne cynamonowe bułeczki jak z Cinnabon lecz dopiero
 po czwartej próbie udało mi się uzyskać powalający efekt. To wszystko dzięki 
przepisowi od http://sweetcorner8.blogspot.com/2015/01/bueczki-cynamonowe-la-cinnabon.html dziękuję z całego serducha!!! 
Przyjaciele i ja szalejemy za nimi i myślę, że Ty również pokochasz je od pierwszego kęsa =) 
W linku jest podany przepis od pomysłodawczyni, a ja podzielę się 
zdjęciami zrobionych przeze mnie bułeczek =) MNIAM !









    



Karolina


sobota, 22 sierpnia 2015

BORÓWKOWO - MALINOWO - PYSZNIE!


Kolejny przepis z malinami i borówkami w roli głównej! A może tym razem wygra masa z serka mascarpone? Każdy musi ocenić sam! =)
 Uwielbiam ten DESER, jest bardzo delikatny i słodki, coś dla prawdziwych smakoszy. Wykonanie jest dziecinnie proste
 więc jeśli masz wolne popołudnie, urozmaić je sobie robiąc coś pysznego!




SKŁADNIKI (na 4 porcje) :

* serek mascarpone (500 gr)
* 2 białka
* 3 żółtka
* cukier (6 łyżek)
* kilka kropli esencji waniliowej

garść malin i borówek




JAK ZROBIĆ:

1. Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę.

2. Żółtka ucieramy z cukrem i dodajemy do nich serek mascarpone.

3. Dodajemy białka i wszystko delikatnie mieszamy.

4. Dodajemy kilka kropel esencji waniliowej.


5. Borówki wsypuję do pojemnika i blenderem je miksuję.

6. Szklanki wypełniam masą z serka mascarpone a następnie zmiksowane borówki.
 Na wierzchu układam maliny.

7. Szklanki wkładam do lodówki na ok. godzinę.

GOTOWE =)








ŻYCZĘ SMACZNEGO

  




Karolina

piątek, 14 sierpnia 2015

"Ludzie, których kochamy, ranią nas najbardziej."



Tak bardzo chciałabym móc zamknąć oczy i nie ujrzeć Twojej twarzy..
Pamiętam nasze pierwsze spotkanie tak, jakby to było wczoraj. Zobaczyliśmy się na korytarzu w szkole. 
Wysoki, zielonooki, wyraźnie czymś rozbawiony chłopak a z drugiej strony ja, zwykła szara dziewczyna, bez znaków szczególnych.
 Włosy jak zawsze spięte w kok a na nosie duże okulary. Nie widywałam Cię wcześniej na przerwach, może dlatego, że rzadko wychodziłam z klasy.. Podszedłeś do mnie tak, jakbyśmy się znali od lat. Podałeś mi swoją dłoń, uśmiechnąłeś i popatrzyłeś na mnie swoimi dużymi oczami. 
Twój uśmiech od razu stał się moim ulubionym uśmiechem. Nie wiedziałam gdzie mam skierować wzrok, czułam, że napełnia
 mi czerwienią lica a Ty wciąż patrzyłeś na mnie bez słowa. W końcu się odezwałeś, nareszcie!
- już od dawna chciałem do Ciebie podejść, ale nigdy nie miałem dość odwagi by to zrobić.. 
Jesteś dla mnie bardzo zagadkową dziewczyną, nie pragniesz być w centrum uwagi i właśnie dlatego moją 
uwagę przykułaś od razu. Dowiedziałem się od ludzi z Twojej klasy jak masz na imię więc nie musisz mi się przedstawiać.
- to może Ty mi powiesz jak się nazywasz? Ja o Tobie niczego nie wiem a widzę, że Ty o mnie całkiem sporo.
- mam na imię Adrian, jeżeli chcesz dowiedzieć się o mnie więcej to będziesz miała okazję dziś wieczorem
 ponieważ słyszałem, że wybieramy się razem do kina!
- trochę słaby tekst jak na zaproszenie dopiero co poznanej dziewczyny no ale dobrze, możemy się spotkać.
Dopiero po chwili doszło do mnie, że zgodziłam się na tak zaskakującą propozycję od chłopaka, którego poznałam 5 minut temu..
W kinie było cudownie, wybrałeś film, który idealnie wpasował się w mój gust, tak jakbyś dobrze wiedział co mi się spodoba. 
Ani przez chwilę nie żałowałam tego, że zgodziłam się na to spotkanie. Gdy wyszliśmy z kina zaczął padać śnieg, wyglądaliśmy 
jak dwa duże śnieżne potwory. Trochę zmarzliśmy więc zaprosiłam Cię do mnie do domu na ciepłą herbatę. 
Długo rozmawialiśmy a moja mama gdy tylko cię zobaczyła, od razu była Tobą oczarowana. Dominika przyprowadziła jakiegoś 
chłopaka do domu, no niemożliwe! Od tego spotkania zaczęliśmy spędzać ze sobą każdą wolną chwilę, nigdy nie brakowało
 nam tematów do rozmów i żartów. Zacząłeś prawić mi komplementy, trochę jak z jakiegoś filmu ale podobało mi się to.
 Czułam się jak główna bohaterka komedii romantycznej, lecz wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to wcale nie jest ten gatunek filmu..
Sporadyczne spotkania dwójki znajomych przerodziły się w przyjacielskie spędzanie czasu, aż w końcu skończyło się 
na randkach zakochanej pary. Mama martwiła się, że zapomnę o nauce do matury, lecz ja byłam tak bardzo zakochana
 i szczęśliwa, nie w głowie mi była nauka! W końcu znalazłam kogoś, kto pokochał mnie za to kim jestem,
 a czas spędzony przy Tobie był najlepszym czasem w moim życiu.
Sprawiałeś, że każde nasze spotkanie było wyjątkowe i niezapomniane. Starałeś się się aby niczego mi nie brakowało,
 czułam, że ja nie potrafię tak o Ciebie dbać, i nie zasługuję na to wszystko. Tylko jeszcze nie wiedziałam, że szczęście
 jest tak ulotne a dobre chwile odchodzą w zapomnienie..
Z początku Twoje napady złości i agresji tłumaczyłam sobie zmęczeniem lub moim prowokowaniem.
 Kilka razy usłyszałam od Ciebie, że tylko działam Ci na nerwy, przeszkadzam i co złe to przeze mnie. Z czasem sama zaczęłam sobie to wmawiać. Wyzywałeś mnie gdy tylko coś nie poszło po Twojej myśli, a ja pozwalałam się tak krzywdzić ponieważ Cię kochałam.
 Ślepa i toksyczna miłość to coś najgorszego, co może spotkać człowieka tak uzależnionego od drugiej osoby..
 Ciągłe awantury doprowadziły do tego, że przestałam być sobą. Zaczęłam bać się mówić czegoś, co sprawiało mi ból 
w obawie, że wpadniesz w furię. Po każdej kolejnej sprzeczce obiecywałeś, że się zmienisz ale ja powoli traciłam nadzieję,
 że będzie jeszcze tak cudownie jak na samym początku. Powoli miałam dość tego ciągłego strachu,
 powiedziałam Ci o tym lecz usłyszałam kolejne gorzkie słowa..
Z jednej strony chciałam to wszystko zakończyć ale nie wyobrażałam sobie życie bez Ciebie.
Dopiero ten wyjątkowy dzień, sprawił, że coś we mnie pękło.. Wylądowałam w szpitalu z powodu mocnego upadku ze schodów.
 To Ty mnie zepchnąłeś podczas kolejnej awantury. Kolejnej a zarazem ostatniej..
 Nawet nie odwiedziłeś mnie gdy leżałam na szpitalnym łóżku. Zero wiadomości, telefonów, pukania do drzwi.
Rozległe siniaki przypominają mi jeszcze o tym wszystkim co mi zrobiłeś. W tym momencie nie potrafię określić 
swojej osobowości, po prostu jej nie ma. Zabrałeś ją ze sobą i teraz muszę od początku odnaleźć samą siebie. 
Już nigdy nic nie będzie wyglądało tak samo, od tamtego dnia nie zobaczyłam Cię więcej. Tylko w snach czasem mnie
 jeszcze odwiedzisz i pokazujesz swój uśmiech, który tak kochałam.
 Tak bardzo chciałabym móc zamknąć oczy i nie ujrzeć Twojej twarzy.. 






Karolina

sobota, 18 lipca 2015

"BIAŁA" TARTA Z BORÓWKAMI I MALINAMI



"Dopóki jest ciasto jest nadzieja, 
a ciasto jest zawsze"

***
Słońce świeci co raz to mocniej i sprawia, że z podwójną siłą uwielbiam lato. Gdy na straganach widzę letnie owoce, od razu je kupuję i wykorzystuję do ciast! Obowiązkowo muszę się podzielić przepisem na wspaniałą tartę z borówkami i malinami =) Idealnie nada się na ciepłe popołudnie spędzone w miłym towarzystwie- osobiście sprawdziłam!
A oto przepis =)



CIASTO
* mąka pszenna (150 g)
* masło lub margaryna (120 g)
* cukier puder (20 g)
* jedno żółtko
* łyżka wody (opcjonalnie)


BIAŁY KREM
* serek mascarpone (250 g)
* biała czekolada (2 tabliczki)
* łyżeczka cukru pudru

+ DUŻA GARŚĆ MALIN I BORÓWEK








 

JAK ZROBIĆ :


1. Wszystkie składniki na ciasto umieszczamy na stolnicy i energicznym ruchem ugniatamy, aż powstanie jednolita masa. Jeśli ciasto jest kruche i się sypie, można dodać jeszcze jedną łyżkę wody, nawet dwie. Uformować w kulkę, zawinąć w sreberko i włożyć do lodówki na ok. 20 minut. 
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni.


2. Rozpuszczamy białą czekoladę w kąpieli wodnej*. Rozpuszczoną czekoladę łączymy z serkiem mascarpone, mieszamy aż do połączenia się składników. Dodajemy cukier puder i znów mieszamy.
Odstawiamy do lodówki.


3. Wyciągamy ciasto z lodówki, rozwałkowujemy do wielkości naszej formy na tartę. Formujemy ciasto i wkładamy do piekarnika na ok. 15 minut aż ciasto zacznie przybierać złocistego koloru. 
Po wyjęciu ciasta, czekamy aż ostygnie.


4. Wyciągamy krem z lodówki i nakładamy łopatką na ostudzone ciasto. 

5. Na wierzchu układamy borówki i maliny i GOTOWE!






SMACZNEGO =)


* kąpiel wodna- czekoladę umieszczamy w miseczce nad wrzącą wodą i czekamy, aż roztopi ją ciepło pary wodnej.



Karolina

piątek, 5 czerwca 2015

"Miłość, która nie przezwyciężyła wszystkiego.."




Niecodzienność, wielkie uczucie, sprzeczności losu, trudne decyzje, niezapomniane emocje..
Rainbow Rowell stworzyła książkę, której zakończenie jak i całą fabułę przeżywałam
 przez długi czas. "Eleonora & Park"... Gdy wypowiadam na głos te dwa imiona głównych bohaterów,
 czuję ścisk w gardle. Ta wspaniała opowieść o nieidealnej pierwszej miłości doskonale 
wpasuje się w gust nastoletnich czytelników, jak i dorosłych, którzy znów poczują się jakby mieli po 16 lat. 
Eleonora jest przeciwieństwem Parka, Park przeciwieństwem Eleonory. Dziewczyna nigdy nie miała
 idealnego życia, lecz późniejsze lata okazują się być dla niej jeszcze gorsze.
 Z wielkim ciężarem przeżyć musi stawać czoła kolejnym problemom. Płomiennorude włosy
 Eleonory oraz jej dziwaczny styl ubierania od pierwszego dnia w szkole stają się obiektem kpin 
ze strony rówieśników. W domu musi chować się przed 
zwyrodniałym ojczymem, który może mieć akurat zły dzień i wyrzucić ją za drzwi.. 
Gdyby nie jej silny charakter, już dawno popadłaby w depresję. Chłopak jest Koreańczykiem,
 od zawsze miał wszystkiego pod dostatkiem: rodzinę, ciepło, miłość. W szkole lubiany, lecz nie często
 zaczepiany przez dziewczyny, uwielbia ostrą muzykę, komiksy i czarne ubrania. 
Dwa różne światy, a jednak coś połączyło tę dwójkę.
 Początek ich znajomości nie należał do przyjemnych, a miłość była daleka od idealnej, lecz szczera i prawdziwa. 
To właśnie dzięki sobie, ich świat nabrał kolorów. Zaczęło się od milczenia w autobusie, 
czytania komiksów przez ramię, do co raz śmielszych rozmów i bliższego uczucia, a wszystko
 to na tle niezwykłych lat osiemdziesiątych. Mama Parka nie od razu była przekonana 
do wybranki syna, mama Eleonory nie mogła się dowiedzieć o tym,
 że córka spotyka się z ukochanym. Nietuzinkowość sprawia, że książka wciąga w świat
 pełen zła, miłości, przemocy i cudownych chwil. Mimo 
poważnych problemów, z jakimi muszą  zmierzyć się zakochani, jest to bardzo pogodna 
historia. Prostota słów dociera do każdego czytelnika, humorystyczne wypowiedzi bohaterów wywołują szczery 
uśmiech na twarzy. Gdy czytałam książkę, odnosiłam wrażenie, że znajduję się wśród głównych bohaterów, 
a ich historia wydarzyła się naprawdę. "Eleonora & Park" nie ma zakończenia rodem z 
powieści "i żyli długo i szczęśliwie..". Może właśnie dlatego budzi emocje, wypieki na twarzy i łzy w oczach.. 
Z całą pewnością. Za kilka lat znów otworzę tę książkę, poczuję się jak szesnastolatka, zawstydzę się czytając o 
pierwszych pocałunkach, polecą mi łzy wzruszenia i kolejny raz 
w duszy podziękuję Rainbow Rowell za to, że potrafi wywołać we mnie takie emocje,
 a z jej kartek płynie prawdziwość życia, delikatność oraz wrażliwość.. Jeśli ktoś ma ochotę przeżyć 
coś tak wspaniałego, zachęcam do przeczytania historii 
tej dwójki nastolatków, którzy pragną być razem, nawet
 gdy los rzuca im kłody pod nogi.













Karolina






sobota, 16 maja 2015

PANCAKE MANIA



 Idealne na weekendowy poranek! Pyszne, puszyste i mega pożywne. 
Amerykańskie pancakes podbiły moje serce od samego początku, dlatego postanowiłam sama wypróbować przepis i lekko go zmodyfikować. 
Zrobienie naleśników jest bardzo proste, tylko raz nie udało mi się zrobić ich bez problemu a to wszystko dlatego, 
że starałam się dla mojego chłopaka- jak zwykle, kiedy chcemy zrobić coś jak najlepiej, nie wychodzi ;) 
Na szczęście miałam tylko jeden taki przypadek, kilkanaście innych prób wyszło na prawdę super!
Z tego przepisu wychodzi ok.10 naleśników.
Takie śniadanie na pewno sprawi, że cały nasz dzień będzie bardzo udany =)



POTRZEBNE SKŁADNIKI

* mąka ( 1 i 1/4 szklanki )
* maślanka ( 1 i 1/4 szklanki )
* cukier puder ( 1/3 szklanki )
* jajko
* proszek do pieczenia ( 1,5 łyżeczki )
* soda oczyszczona ( 1 łyżeczka )
* cukier cynamonowy ( pół łyżeczki )
* olej ( 1/3 szklanki ) * ja użyłam tym razem oliwy




JAK ZROBIĆ

1. Wszystkie składniki dać do miski i połączyć za pomocą miksera na gładką masę o konsystencji śmietany.


2. Na rozgrzaną patelnie przelewać masę i smażyć pancakesy z dwóch stron, tak aby miały złocisty kolor.






3. Najlepiej podawać z miodem lub syropem klonowym, jeśli ktoś lubi, może dodać owoce.

SMACZNEGO!!!









Karolina