Okres świąt Bożego
Narodzenia zawsze skłania mnie do refleksji i wspomnień związanych
z ważnymi
dla mnie momentami w życiu. Jutro odbędzie się wigilia, więc w domu od rana
panuje nerwowa atmosfera.
Mama martwi się, że nie zdąży przyrządzić karpia,
tata tłucze kolejną bombkę podczas ozdabiania świątecznego
drzewka, brat
przyjechał z Krakowa, więc co chwilę denerwuje się, że nie może znaleźć swoich
rzeczy, a siostra zaszyta
w pokoju jak zwykle jest w swoim świecie.Co roku w przeddzień wigilii
odwiedza mnie mój dobry
przyjaciel, z którym wspólnie pieczemy migdałowe
ciasteczka, słuchając dobrze nam znanych, świątecznych piosenek.
Gdy słyszę
dzwonek do drzwi, zrywam się i biegnę otworzyć. Widzę tak dobrze mi znaną i
przyjazną twarz, od razu wiem,
że ten dzień będzie udany.
- Dziś urozmaicimy nasz dzień
"spacerem po wspomnieniach", więc zakładaj coś ciepłego i wyruszamy.
Jestem mile zaskoczona, ponieważ
uwielbiam zimowe spacery. Ubieram się szybko, nalewam do dwóch termosów
herbatę
z cytryną i z miodem i już jestem gotowa.
- To gdzie mnie najpierw zabierasz?
- Myślę, że zaczniemy od początku,
czyli od miejsca, w którym poznaliśmy się, kiedy byliśmy dziećmi i bawiliśmy się
w piaskownicy.
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze.
Dziadek zabierał mnie do Parku Jordanowskiego gdy tylko mieliśmy
chwilę wolnego
czasu. Pewnego dnia, budując domki z piasku, przyłączył się do mnie miły, o
blond
włosach chłopczyk wyraźnie zainteresowany moją pracą. Zaproponował nową
zabawę, której nigdy wcześniej
nie znałam. Bawiliśmy się znakomicie, nie
rozumiałam, dlaczego dziadek nie był zadowolony, gdy podbiegłam
do niego z
buzią pełną piasku. Teraz nie dziwi mnie jego reakcja.
- Nie sądziłam, że ten dzień będzie
początkiem naszej przyjaźni.
- A ja wręcz przeciwnie. Nikt oprócz
Ciebie nie chciał się ze mną bawić w zjadacza piasku.
Oboje wybuchliśmy śmiechem i teraz
przyszła kolej na moje miejsce wspomnień. Wybrałam nasz krośnieński rynek,
ponieważ zawsze karmiliśmy razem gołębie obwarzankami z miejscowej piekarni.
Ptaki przylatywały do nas,
siadały nam na głowach, ramionach i
rękach, a my śmialiśmy się, jak to dzieci.
- Mam w swoim albumie zdjęcie naszej
dwójki na rynku w tłumie gołębi. Ja mam nietęgą minę, ponieważ
w chwili
robienia zdjęcia, gołąb udekorował mi głowę niemiłą niespodzianką,
natomiast ty
masz bardzo dobry humor z tego powodu.
-Ach, pamiętam to! Cały dzień śmiałem
się z twojej nowej ozdoby. To był bardzo zabawny dzień.
-Zgadzam się. Zawsze, gdy patrzę na
to zdjęcie, to uśmiech sam pojawia mi się na twarzy.
- A pamiętasz pana Jana z naszej huty
w Krośnie?
- Oczywiście! Co roku pozwalał nam
dekorować świąteczne bombki choinkowe.
- Rozmawiałem z nim ostatnio i zapraszał
nas do siebie, abyśmy udekorowali bańki tak, jak za dawnych lat.
To był cudowny czas. Podczas
odwiedzin pana Jana znów poczułam się jakbym była małą dziewczynką. Ozdobiliśmy
dwie bombki, a pan Janek opowiadał nam jak w Krośnie wyrabiają te szklane cuda.
Mam nadzieję, że tato nie potłucze
ich podczas wieszania. Robiło się coraz
później, więc niestety musieliśmy się zbierać. Z dumą pakowaliśmy nasze
bańki
do pudełek, a wychodząc, pan Jan posłał nam ciepły i życzliwy uśmiech.
- Wstąpmy, proszę, jeszcze do
kościoła, chciałabym popatrzeć na szopkę bożonarodzeniową.
Weszliśmy do kościoła kapucynów.
Uwielbiam patrzeć na tę świąteczną animację tańczących i śpiewających
pastuszków
nad małym Jezusem. Widząc zafascynowane dzieci, przypominam sobie,
jak to ja kiedyś musiałam być siłą odciągana
przez rodziców od szopki, ponieważ
nie mogłam się napatrzeć na to wszystko.
- Pięknie tu jest, ale niestety
musimy już wracać. Twoi rodzice będą się niepokoić a w dodatku nie upiekliśmy
naszych ciasteczek.
Tego wieczoru ulice naszego miasta
wyglądały jak z bajki. Śnieg przykrył drzewa, w oknach odbijały się światełka
choinkowe a pod nogami skrzypiał mróz. Gdy weszliśmy do domu, cały poranny
zgiełk minął i zastąpiła go przyjemna cisza
pomieszana ze strzelającym drewnem
w kominku. Rodzice z siostrą oraz z bratem siedzieli w salonie, popijając
zimową
herbatę. My ruszyliśmy do kuchni,
aby upiec nasze ulubione ciasteczka. Włączyliśmy przyjemną, świąteczną
muzykę i
zaczęliśmy mieszać wszystkie potrzebne składniki. Migdałowy zapach uniósł się w
całym domu, a mama
sięgnęła po aparat, aby uwiecznić nasze kolejne, wspólne
wspomnienie.
Karolina








