25 marca
Drogi pamiętniku... Dziś po lekcjach znowu byłam z całą
paczką na papierosach.
Musiałam zapalić, nie wytrzymuję już tej nerwowej
atmosfery w szkole. To wszystko przez
zbliżające się testy gimnazjalne.
Nauczyciele jeszcze bardziej nas stresują, wmawiając, że te trzy dni
mają tak
wielkie znaczenie nad naszą przyszłością. Nie mam ochoty myśleć nad tym, co
będzie za kilka lat.
Chcę czerpać z życia to, co najlepsze, bez zamartwiania
się o przyszłość.
Odkąd Ola pokazała mi, jak fajnie można się odprężyć dzięki
papierosom, zaczęłam palić po kilka dziennie.
Nie widzę w tym nic złego,
przecież każdy teraz sięga po papierosy.
Co druga osoba w szkole, podobnie jak
ja potrzebuje takiego oddechu od codziennych problemów.
Papierosy idealnie się
do tego nadają. Dzisiejszy dzień tak mnie zestresował, że nie mogłam
obejść się
bez wypalenia kilku papierosów.
Mój chłopak złości się na mnie za to, że
zaczęłam sięgać po takie używki, ale przecież
nie jestem uzależniona,
kontroluję to!
3 kwietnia
Od jakiegoś
czasu jestem bardzo osłabiona. Coraz częściej miewam bóle gardła,
ale dziś
czuję się okropnie. Mama wybrała się ze mną do lekarza, okazało się, że mam
anginę.
Nigdy wcześniej tak nie chorowałam. Lekarz powiedział, że takie
infekcje mogą się bardzo źle skończyć
dla mojego zdrowia. Nie przejęłam się tym
zbytnio, za kilka dni będzie wszystko dobrze.
Gdy pan doktor sprawdzał moje
gardło, zauważył biały osad na języku.
Zaczął mnie wypytywać o to, czy palę
papierosy. Zestresowałam się tym pytaniem,
spojrzałam na mamę i zauważyłam, że
jest zdenerwowana. Uspokoiłam wszystkich,
zapewniając, że nie podpalam. Na
razie udawało mi się utrzymywać to w tajemnicy i oby tak zostało.
Wieczorem
udało mi się puścić dymka w domu, ponieważ rodzice pojechali do teatru.
Ewidentnie brakowało mi "tego czegoś" w płucach.
9 kwietnia
Myślałam, że
angina nie będzie tak długo mnie męczyć ale niestety jest odwrotnie.
Najgorsze
jest to, że nie mam możliwości aby zapalić. W szkole zawsze znajdzie się ktoś,
kto załatwi paczkę papierosów, a w domu nie mam dostępu do takich przyjemności.
Rodzice niestety nie palą, rodzeństwo też. Coraz gorzej się czuję, ciągle kreci
mi się w głowie
i jest mi niedobrze. Od kilku dni zauważyłam dziwnie
pojawiające się siniaki na mojej skórze.
Jestem przekonana, że nigdzie się nie
uderzyłam. Z każdym dniem jest ich co raz więcej,
chyba będę musiała powiedzieć
o tym rodzicom. Niechętnie skarżę się, że coś mnie boli,
ponieważ zawsze
twierdzą, że nic mi nie jest. Może po prostu ich nie obchodzę?
11 kwietnia
Powiedziałam
rodzicom o moich siniakach ale jak zwykle usłyszałam, że przesadzam
i robię
widły z igły. Dziś prawie zemdlałam w drodze do łazienki.
Coś jest ze mną nie
tak, czuję to i powoli wpadam w panikę. Zadzwoniłam do Oli
i poprosiłam ją, żeby
mnie odwiedziła.
Doskonale wiedziała jak poprawić mi humor. Zapaliłyśmy
papierosa i od razu poczułam się lepiej.
Niestety do czasu... Wieczorem z nosa
zaczęła lecieć mi krew.
Z wielką trudnością udało mi się zatamować krwawienie.
Oczy także miałam dziwnie przekrwione,
nigdy wcześniej nie spotkałam się z
czymś takim. to na pewno efekt uboczny anginy.
Muszę przestać się tym
przejmować bo zwariuję.
16 kwietnia
Wróciłam do
szkoły, czuję, że wszystko powoli wraca do normy.
Na wstępie usłyszałam od
nauczycieli jak wiele ważnych lekcji opuściłam przed egzaminem.
Znowu zaczęłam
się tym wszystkim denerwować dlatego po lekcjach poszłam
ze znajomymi
"dotlenić się". Brakowało mi palenia w tak dobrym towarzystwie.
Znajomi pokazywali mi jak nauczyli się puszczać dymki w kształcie kółek,
koniecznie muszę
nauczyć się tak robić! Widziałam po jednej z nowych koleżanek
Oli, że jeszcze
nie ma wprawy w paleniu, ponieważ kilka razy dusiła się przy
zaciąganiu dymem.
Ja też tak miałam na początku, musi się jeszcze trochę podszkolić.
Nagle poczułam dziwne kołatanie serca a oczy zaszły mi mgłą. Obudziłam się na
ziemi.
Leżałam zupełnie sama, moi "przyjaciele" ze strachu uciekli i
nawet mi nie pomogli.
Resztką sił podniosłam się i doszłam do domu. Krew z nosa
znowu zaczęła mi lecieć tak jak ostatnio.
Nie mam wątpliwości, że dzieje się ze
mną coś złego.
Tym razem rodzice muszą się mną zainteresować, bo inaczej będzie
coraz gorzej...
17 kwietnia
Z samego
rana, przy śniadaniu powiedziałam rodzicom o moich obawach.
Gdy pokazałam mamie
moje siniaki, po raz pierwszy widziałam w jej oczach przerażenie.
Pojechałyśmy
razem do szpitala, aby lekarz dokładnie wytłumaczył mi przyczynę moich
dolegliwości.
Gdy weszłam do gabinetu, pan doktor stwierdził, że ewidentnie coś
jest nie tak.
Tak też było.. Nigdy nie miałam tak wielu badań jak tego dnia.
W
końcu, gdy lekarz przyniósł wyniki, widziałam po jego minie, że nie jest
zadowolony.
Najpierw poprosił mamę do gabinetu na rozmowę, ja musiałam poczekać
na korytarzu.
Ze zdenerwowania serce znów zaczęło mi bić jak oszalałe.
Zrobiło
mi się słabo ale pielęgniarka podała mi szklankę wody.
Drzwi od gabinetu
otworzyły się i ujrzałam zapłakaną mamę. Nie miałam już
wątpliwości, że jest ze
mną coś nie tak. Chciałam, żeby powiedzieli mi od razu,
ale mama powiedziała,
że porozmawiamy na spokojnie w domu, kiedy
tata wróci z wyjazdu służbowego. Cały
wieczór mama była smutna i płakała,
serce mnie bolało gdy tak na nią patrzyłam.
Podczas kąpieli zauważyłam nowe siniaki
oraz obrzęk w okolicach gardła. Nie wytrzymam
dłużej w tej niepewności!
18 kwietnia
Wiem już
wszystko... W głowie mi się to nie mieści, czuję się tak, jakby ktoś uderzył
mnie
czymś ciężkim w głowę. BIAŁACZKA. Jak to możliwe? Dlaczego właśnie ja?
Przecież dbałam o siebie. To, że zaczęłam palić, chyba nie doprowadziło do
takiej choroby!?
Rodzice są w takim samym szoku jak ja. Przyznałam się, że od
roku palę papierosy.
Byli źli, ale wiadomość o białaczce tak ich przybiła, że
nawet nie mieli siły na to, aby na mnie krzyczeć.
Teraz siedzę w pokoju i
płaczę... Nie mam ochoty z nikim rozmawiać o tym, co się wydarzyło.
Znajomi i
mój chłopak bez przerwy do mnie dzwonią ale ja nie mam siły na tak trudne
rozmowy.
Jutro mam się stawić w poradni hematologicznej na kolejnych badaniach.
Pewnie dowiem się kiedy zacznę najgorszy etap- chemioterapię..
Na samą myśl
znowu czuję zawroty głowy. Moje rozdygotane ciało z ufnością przytulam do mamy.
19 kwietnia
Dowiedziałam
się, że mój organizm napotkał na swojej drodze tak zwaną ostrą białaczkę.
Leczenie musi być podjęte natychmiast, a to oznacza, że nie będę w stanie
napisać
o własnych siłach testu gimnazjalnego. To niesprawiedliwe, ale życie
takie właśnie jest...
Chciałabym odnaleźć wytłumaczenie, czemu akurat mnie to
spotkało.
Odkąd zaczęłam palić i poznawać nowych ludzi, przestałam chodzić do
kościoła.
Zamiast znajdywać odpowiedzi na trudne pytania u Boga, starałam gasić
wszystkie problemy papierosem...
Mój chłopak miał rację, mówiąc, że tylko sobie
szkodzę, wtedy jeszcze tego nie rozumiałam.
Nie wiedziałam, że mój organizm nie
przyswoi tak dużej ilości nikotyny, na jaką
inni mogą sobie pozwolić. Teraz
widzę, jak wiele błędów popełniłam w swoim życiu.
Mam nadzieję, że nie jest za
późno, że straty można odrobić.
Mam wokół siebie kochających rodziców,
rodzeństwo, dziadków.
Na każdym kroku mnie wspierają. Widzę w ich załzawionych
oczach troskę, ból, rozpacz ale też
miłość i nadzieję. Najważniejsze, że są
przy mnie.
21 kwietnia
Drogi
pamiętniku... Dziś dla moich rówieśników zaczynają się testy gimnazjalne
a dla
mnie najważniejszy egzamin, walka o życie. Trzymajmy kciuki, aby mi się udało.
Rano pierwszy raz od dawna poszłam do kościoła się pomodlić.
Taka rozmowa z
Bogiem dała mi nadzieję na nowe dni. Chemioterapia będzie długa i męcząca.
Na
pewno znajdą się momenty zwątpienia, ale muszę być dzielna. Wiem jedno,
już
nigdy nie sięgnę po papierosa, aby uciec od problemów. Życie mam tylko jedno i
muszę
w końcu zacząć o nie dbać, drugiej szansy już nie będzie. Postaram się
dla siebie i najbliższych.
Dziadziu położył mi na poduszce płytę Edyty Geppert
"Kocham Cię życie".
Karolina
Świetna historia! Polecam :D
OdpowiedzUsuńGenialne ! *.*
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz. Masz taką lekkość w pisaniu,a jednocześnie przekazujesz w nich wiele swoich emocji. Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuń